Szukaj
  • Antoni Kostka

Wyznania leśnego separatysty

Aktualizacja: sty 24

Nawet, kiedy wyłączymy z eksploatacji kilkanaście procent lasów, drewna starczy dla wszystkich.



W dyskusji na temat ochrony cennych lasów od lat przewija się wątek wyłączenia ich części z intensywnej gospodarki leśnej. Naukowcy, przyrodnicy, przedstawiciele sektora pozarządowego argumentują, że zachowanie części polskich lasów bez dalszej ingerencji człowieka jest po prostu wymogiem chwili, chociażby wobec wyzwań wynikających z postępującej katastrofy klimatycznej i ich konsekwencji dla Polski (np. pojawiające się susze). Nie bez znaczenia jest wzrastający poziom świadomości ekologicznej: ludzie chcą chodzić po lesie w miarę przypominającym las naturalny, cokolwiek ten termin miałby znaczyć. Innymi słowy, dla dużej części społeczeństwa funkcja przyrodnicza i funkcja społeczna powinny na części obszarów leśnych dominować nad funkcją gospodarczą. W tym kontekście pojawiają się różne liczby postulowanych obszarów wyłączeń, od 10% do 20%; mogłyby one dotyczyć dwóch kategorii lasów: cennych przyrodniczo oraz ważnych z punktu widzenia rekreacji, głównie wokół wielkich miast. Podobne proporcje brane są pod uwagę w dyskusjach nad przyszłością lasów w innych krajach europejskich. W dużym uproszczeniu, na potrzeby dalszych rozważań przyjąłem, że ta liczba w Polsce powinna wynieść 15%. Jaka to jest powierzchnia, jakie jednostki LP mogłaby objąć, i jakie z tego mogą wynikać konsekwencje?

I wreszcie, jak realizacja takiego postulatu wpłynęłaby na ilość pozyskiwanego drewna w skali kraju, i czy możliwe byłoby utrzymanie go na sumarycznym dotychczasowym poziomie? W Polsce początkowo uwaga koncentrowała się na konieczności powiększenia istniejących parków narodowych (Puszcza Białowieska, Bieszczady) i utworzenia nowych parków narodowych (Turnicki PN i inne). Jak wiadomo, dziś pokrywają one niewiele ponad 1% powierzchni Polski, a całkowita powierzchnia lasów chronionych w parkach narodowych wynosi 195 tys ha, czyli około 2,1% ogólnej powierzchni polskich lasów. Jednak wydaje się, że nawet przeprowadzona z sukcesem akcja zwiększenia powierzchni parków nie jest rozwiązaniem problemu, pomijając oczywistą dziś konieczność akceptacji samorządów, o którą, delikatnie mówiąc, nie jest łatwo. W ten sposób można by powiększyć (w maksymalnym wariancie) powierzchnię lasów chronionych w parkach do ok. 280 tys ha, czyli do 3% całkowitej powierzchni leśnej Polski.

Oprócz tego mamy oczywiście rezerwaty leśne o powierzchni 68 tys ha oraz powierzchnie referencyjne, o powierzchni ok 270 tys ha [1]. Tu sprawa wydaje się nieco bardziej skomplikowana, ponieważ prawdopodobnie w tej liczbie mieści się już część zaliczona do rezerwatów. Co więcej jednak, takie powierzchnie nie mają gwarancji stałości w czasie, istnieją doniesienia o tym, że są to niejednokrotnie powierzchnie “wędrujące”. Niemniej, jak przyjmują w swoim artykule Holeksa i Mirek [2] ogólną sumę powierzchni wyłączonej w tej chwili z intensywnego użytkowania można ocenić na 300 tys ha, czyli 3,3% powierzchni lasów. Po ewentualnym poszerzeniu powierzchni parków narodowych byłoby to ok. 400 tys ha, czyli 4,2%. To dalej mało.

W celu dojścia do ilości 15% powierzchni lasów wyłączonych z intensywnej gospodarki leśnej należałoby zatem dokonać wyłączeń kolejnych 890 tys ha. Należy przy tym założyć, że z praktycznych względów mogłoby to się dokonać jedynie na gruntach Lasów Państwowych. To oznaczałoby, że zamiast dotychczasowych 4,2 % powierzchni we władaniu LP, ochroną zostałyby objęte kolejnych 12,2%. W sumie przeprowadzenie tej operacji wymagałoby wyjęcia spod działań intensywnej gospodarki leśnej ok 16,4% obecnej powierzchni administrowanej przez LP. Jeśli to wydaje się nieco skomplikowane, poniższa tabelka wyjaśnia, o co chodzi.



Spośród tych “nowych” wyłączeń (890 tys ha), jak wspomnieliśmy, 90 tys ha mogłoby przejść do parków narodowych. Pozostałe 800 tys oraz dotychczasowe ekosystemy referencyjne (240 tys ha) mogłyby (i powinny) utworzyć nową formę ochrony, obejmującą zatem ponad milion hektarów. Ta forma powinna w ogólnym zarysie charakteryzować się tym, że wstęp do lasu i możliwości pozyskiwania owoców runa leśnego (na potrzeby własne) nie podlegałyby ograniczeniom, nie pozyskiwano by drewna (poza niezbędnymi działaniami związanymi z bezpieczeństwem i potrzebami opałowymi lokalnej ludności). Można przyjąć nieco uproszczone, aczkolwiek uzasadnione założenie, że na tych obszarach pozyskanie drewna spadłoby średnio do poziomu 15% obecnego pozyskania (czyli do poziomu intensywności charakteryzującego parki narodowe). W taki sposób należy rozumieć zatem postulat “wyłączenia z intensywnej gospodarki leśnej”: nie oznacza on zatem całkowitego stuprocentowego zaniechania jakichkolwiek działań z zakresu ochrony czynnej. Oprócz tego należałoby założyć, że “gospodarka łowiecka” na tych terenach nie będzie praktykowana (poza niezbędnymi odstrzałami sanitarnymi). Na wstępnym etapie rozważań można przyjąć, że aplikacja powyższego programu wyłączeń dotyczyłaby prawdopodobnie około 550 leśnictw. W obiegu publicznym funkcjonuje kilka propozycji nazwania takich lasów; myślę, że jeszcze za wcześnie na rozstrzygnięcia.

Jak takie zmiany przełożyłyby się na możliwosci pozyskania drewna w skali kraju? W ostatnich latach w Polsce pozyskuje się ponad 40 mln m3. Część tego pozyskania to drewno “poklęskowe”- surowiec, którego pojawienie się jest skutkiem huraganu, który przeszedł nad nadleśnictwami Pomorza w 2017 roku. Na rynku pojawiło sie wtedy dodatkowo 10 mln m3 drewna. Nawiasem mówiąc (co może mieć znaczenie dla dalszego toku wywodu) takie zjawiska mogą się pojawiać częściej, ponieważ starsze i bardziej zasobne drzewostany są bardziej podatne na zaburzenia, czego skutkiem będzie pojawianie się raz po raz znacznych ilości surowca na rynku. Już w tej chwili widać wyraźny wpływ podaży drewna poklęskowego z Czech i Niemiec na polski rynek: ceny drewna świerkowego spadły, a w niektórych landach praktycznie w ogóle zaniechano pozyskiwania drewna świerkowego ze zdrowych drzew. Taka sytuacja może mieć wpływ na to, co dzieje się w polskich lasach: pozyskiwanie niektórych gatunków drewna ze zdrowych drzew można stać się (przynajmniej chwilowo) w ogóle nieopłacalne.

Wielkość około 40 mln m3 grubizny w opinii przemysłu drzewnego jest w tej chwili ilością minimalną, umożliwiającą ekonomicznie opłacalne jego funkcjonowanie. Jednakże, po pierwsze, nie jest rzeczą oczywistą, że w dłuższej perspektywie utrzymanie dotychczasowego poziomu pozyskania drewna (nie mówiąc o zwiększeniu!) jest dogmatem. Przecież jeszcze niedawno (15 lat temu) pozyskanie wynosiło 28 mln m3… i nie był to poziom katastrofalny: istniał przemysł drzewny, meblarski itp. W obliczu wyzwań klimatycznych, utraty siedlisk i bioróżnorodności wolumen pozyskania drewna naprawdę nie jest rzeczą kluczową dla dobra naszego społeczeństwa. Tym, czym będziemy się martwić są inne rzeczy, chociażby katastrofalne susze. Niemniej, można zrozumieć czysto biznesowe argumenty przedstawicieli branży drzewnej, którzy dokonali inwestycji w park maszynowy i których obciążają koszty amortyzacji lub leasingu. W związku z tym trzeba zadać pytanie, czy można utrzymać dotychczasowy poziom pozyskania drewna i jednocześnie wyłączyć z gospodarki część obszarów leśnych?

Nie jest tajemnicą, że niektórzy przedstawiciele branży drzewnej uważają, że trzeba “wycisnąć” z lasów ile się da. Na zamkniętych spotkaniach przedstawiciele dużych koncernów otwarcie mówią, o tym, że chcą pozyskania na poziomie 50 mln i więcej metrów sześciennych. Bo tyle jest w stanie wchłonąc polski przemysł, który ciągle rozbudowuje swoje moce przerobowe. To prawda, ale jeśli taki byłby postulat całej branży, to pole do kompromisu zawęża się: taka intensywność pozyskania (i prac widocznych w lasach) spowoduje niezadowolenie dużej części społeczeństwa i gwałtowny opór organizacji przyrodniczych. Dlatego wydaje się, że pozostanie przy obecnym poziomie jest rozsądnym kompromisem.

I tutaj pojawia się problem, który jest opisywany jako opozycja land sharing vs land sparing. Krytycy często argumentują, że jeśli chcemy zachować w przybliżeniu dotychczasowy wolumen pozyskania, to przy wyłączeniu 15% powierzchni lasów z intensywnej gospodarki podważamy obowiązującą doktrynę “zrównoważonej gospodarki leśnej” (przypomnijmy: najlepszą na świecie !) i zamieniamy polskie lasy w krajobraz “rajskich wysp pośród oceanu plantacji”. Mówiąc fachowym językiem, według nich taki postulat doprowadziłby do wdrożenia skrajnie “separacyjnego” modelu gospodarki leśnej (w przeciwieństwie do modelu integracyjnego, obowiązującego do tej pory w większości krajów Europy). Według tych opinii, model separacyjny jest dobry dla krajów słabo zaludnionych i z dużymi kompleksami leśnymi (Nowa Zelandia, USA)[3] i nie może mieć zastosowania w krajach, gdzie gęstość zaludnienia jest wysoka. Z drugiej jednak strony, w Polsce mamy już parki narodowe i rezerwaty, czyli koncepcja “land sparing” jest w jakiejś mierze realizowana. Ale w wielu miejscach funkcja rekreacyjna lasu jest po prostu dla ludzi o wiele ważniejsza niż gospodarcza i spięcia na tym tle wydają się nie do uniknięcia. Ma to miejsce np. w Puszczy Białowieskiej czy Karpackiej, ale również w małych obszarach lasów podmiejskich. A zatem presja na przesunięcie modelu zarządzania polskimi lasami bardziej w kierunku “separacji” będzie się zwiększała. W jednych lasach będziemy bardziej chronić ekosystemy leśne, a inny będziemy chronić las: to jest fundamentalne rozróżnienie, którego zrozumienie jest niezbędnym warunkiem dalszej racjonalnej dyskusji.[4] Powstaje wobec tego podstawowe pytanie, czy aby wyłączenie kilkunastu procent powierzchni z intensywnej gospodarki leśnej nie spowoduje konieczności zintensyfikowania tejże gospodarki na pozostałej części lasów. Według zwolenników dotychczasowej polityki LP, musi to doprowadzić do protestów społecznych mieszkańców obszarów “plantacyjnych”, nie mówiąc o ich rzeczywistej przyrodniczej degradacji.

Czyżby?

W ostatnich latach nastąpiła gwałtowna zmiana warunków środowiskowych, wpływających na tempo wzrostu większości drzew na terenie Polski. Na przykład tempo wzrostu buka w ciągu ostatnich 150 lat wzrosło o niemal połowę. Jak pisze prof. Szwagrzyk “...wynika to głównie ze zmiany dostępności związków azotu i dwutlenku węgla. To powoduje, że znaczna część układu odniesienia dla gospodarki leśnej, tablice zasobności i przyrostu, krzywe bonitacyjne itp są po prostu nieaktualne”[5]. Mówiąc wprost: drzewa rosną szybciej niż przewidywaliśmy. W dodatku, coraz większa część drzewostanów wchodzi w wiek rębności, zwiększa się ich zasobność, która (to paradoks) może za dwadzieścia lat stanowić problem, przynajmniej w lasach stricte gospodarczych. Czy te zmiany znajdują odzwierciedlenie w przewidywaniach dotyczących zasobności drzewostanów polskich i możliwości ich użytkowania?

Wśród materiałów z dorocznego spotkania Polskiego Towarzystwa Leśnego moją szczególną uwagę zwrócił referat Stanisława Zajączkowskiego i Bożydara Neroja pt. “Prognoza rozwoju zasobów drzewnych w lasach polskich oraz potencjalne możliwości ich użytkowania” [6]. Autorzy przedstawili kilka scenariuszy wynikających z oszacowania wzrostu zasobów oraz możliwości pozyskania surowca. Te dane mogą być doskonałą podstawą dla dalszych wyliczeń, pokazujących możliwy rozwój sytuacja w najbliższych 40 latach (o ile oczywiście nie spotka nas jakiś ekologiczny kataklizm, wobec którego te wszystkie obliczenia przestaną mieć jakąkolwiek wartość). Wspomniani autorzy przedstawili cztery scenariusze, od “eksploatacyjnego” do “ochroniarskiego” (najbardziej interesującego w tym kontekście), który zakłada “ograniczenia wynikające z tytułu ochrony przyrody oraz certyfikacji gospodarki leśnej powodujące ograniczenie intensywności użytkowania rębnego o 15% i przedrębnego o 10%”. Dla lasów prywatnych założono dwa scenariusze: podstawowy oraz pozyskania intensywnego. Przy okazji, warto tu zauważyć, że polskie lasy prywatne to prawdziwy “przyczajony tygrys”: tam stopień dotychczasowego pozyskania wskazuje na bardzo duże rezerwy do wykorzystania w ciągu najbliższych 30 lat. Niemniej, dla dalszego toku rozumowania założyłem, że w lasach prywatnych niewiele zmieni się i będzie tam przeważał dotychczasowy model gospodarki.

Bazując na danych przedstawionych przez autorów można zadać zasadnicze pytanie: co by się wydarzyło, gdyby w Lasach Państwowych rzeczywiście dokonano ograniczenia intensywności użytkowania wg scenariusza czwartego (“ochroniarskiego”). Czy starczy wtedy drewna dla przemysłu i na opał? Oczywiście, nie możemy stwierdzić, czy skutki “ograniczenia intensywności pozyskania” o określony procent są takie same jak skutki wyłączenia tego samego procentu powierzchni na której prowadzi się gospodarkę. To na pewno problem warty dokładnego zbadania; niemniej na razie zakładamy, że te dwa warianty dają podobny skutek (o czym poniżej).

Wyniki obliczeń własnych, bazujących na wspomnianych danych przedstawione są w tabeli poniżej. Widać, że zastosowanie wariantu “ochroniarskiego” pozyskania w lasach publicznych daje w kolejnych pięciolatkach i tak spory zapas pozyskania powyżej 40 mln m3. Przy okazji warto zauważyć, że można do tych wyliczeń podejść w inny sposób: od pozyskania w wariancie podstawowym dla lasów publicznych odjąć 12,2% (postulowane powyżej). Zawsze wyliczenia wskazują, że spodziewany przyrost możliwego do pozyskania drewna bez problemu pozwala na wyjęcie spod działań gospodarki leśnej przynajmniej kilkunastu procent lasów bez uszczerbku dla całkowitej ilości pozyskanego surowca. Co więcej, do pożądanego modelu docelowego nie trzeba dochodzić od razu: w pierwszej pięciolatce można zastosować bardziej “miękki” wariant przyrodniczy, a dopiero od następnych pięciolatek można przejść do wariantu “twardszego”.

Powyższe rozważania w ogóle nie biorą pod uwagę jeszcze innych możliwości, mianowicie wprowadzenia na jakiejś części lasów modelu prawdziwie plantacyjnego. Wg Holeksy i Mirka ok 500tys ha, czyli nieco ponad połowa lasów powstałych na gruntach skarbu państwa z zalesień wykonanych po 1945 roku (tzw “nowe lasy”) może być przeznaczona na leśnictwo plantacyjne, z rocznym przyrostem ok 20 m3/ha, pozyskiwanym w całości. Z takich plantacji da się pozyskać 10 mln m3 drewna rocznie. To nie byłyby wielkie tereny - jedynie 8% powierzchni lasów administrowanych przez LP. Do tego dochodzą jeszcze duże rezerwy wynikające z zasobności lasów prywatnych oraz zadrzewień.

Jaki stąd wniosek? Taki mianowicie, że straszenie drzewiarzy postulatami przyrodników jest po prostu manipulacją. Drewna starczy spokojnie na (rozsądne!) potrzeby wszystkich zainteresowanych stron, nawet wtedy, kiedy najcenniejsze polskie lasy pozostaną poza zasięgiem pił i harwesterów. Jest wiele innych powodów za przejściem na pozycje “umiarkowanego separacjonizmu” - nie są to tylko argumenty przyrodnicze: wiadomą rzeczą jest, że eksploatacja obszarów wymagających ochrony (np lasy górskie) jest zupełnie nieopłacalna. Warto i można zatem pozostawić część lasów samych sobie.

Tak więc opór przeciwko postulatom naukowców i organizacji przyrodniczych ma coraz wątlejsze podstawy merytoryczne. Następnym razem, kiedy padnie w dyskusji sakramentalne pytanie “a skąd chcecie mieć drewno na krzesła, na których siedzicie?” warto odesłać rozmówców do powyższego tekstu.


P.S.

Tak, nie jestem leśnikiem (choć przyrodnikiem z wykształcenia). Warto to od razu powiedzieć, zanim wszyscy chętni dotrą do tej informacji na własną rękę. Mimo to, po kilku latach czynnego uczestnictwa w ruchu na rzecz ochrony przyrody, po lekturze setek stron na temat gospodarki leśnej wydaje się, że mogę coś dodać do dyskusji o lasach. A poza tym, las jest rzeczą zbyt ważną, żeby go oddawać leśnikom. Nasz Bór!


[1] Pawlaczyk P., Bohdan A., Grzegorz A. 2016. Próba oceny zarządzania najcenniejszymi lasami w Polsce. Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Oddział Podlaski, Białystok. Pierzgalski E.


[2] Holeksa J., Mirek Z. 2019. Wielofunkcyjna gospodarka leśna - mit czy rzeczywistość? referaty wygłoszone na sesji naukowej "Wielofunkcyjna gospodarka leśna wobec oczekiwań przemysłu drzewnego i ochrony przyrody", 2019 w Darłówku z okazji 119 Zjazdu Delegatów Polskiego Towarzystwa Leśnego:


[3]http://www.ptl.pl/zjazdy_krajowe/119_zjazd_darlowko/referat_prof_dr_hab_Jerzy_Szwagrzyk_119zjazd_ptl_darlowko_2019.pdf


[4] Rykowska K., Ochrona lasu czy ochrona ekosystemów leśnych? Z prac nad narodowym programem leśnym. Studia i Materiały CEPL w Rogowie, zeszyt 46/1/206


[5]http://www.ptl.pl/zjazdy_krajowe/119_zjazd_darlowko/referat_prof_dr_hab_Jerzy_Szwagrzyk_119zjazd_ptl_darlowko_2019.pdf


[6] http://www.ptl.pl/zjazdy_krajowe/119_zjazd_darlowko/referat_dr_inz_Stanislaw_Zajaczkowski_dr_inz_Bozydar_Neroj_119zjazd_ptl_darlowko_2019.pdf

1,158 wyświetlenia4 komentarz

© 2019 by Nasze Lasy