Szukaj
  • Antoni Kostka

Liczby nie kłamią, ludzie - czasem tak

Czy wiecie, z czego wynikały największe dające się obliczyć straty w ludziach spowodowane atakiem na WTC w 2001 roku? Otóż, były one wynikiem tego, że bezpośrednio po zamachu zawieszono loty pasażerskie i miliony osób przesiadło się do samochodów, powodując dodatkowe wypadki. A w tych wypadkach zginęło o wiele więcej ludzi niż pod gruzami dwóch nowojorskich wieżowców.

Czy różnica pomiędzy liczbą 10 a liczbą milion jest większa niż pomiędzy milionem a miliardem? Wiesz, że większość ludzi zmuszona do szybkiej reakcji wskazuje na pierwszą odpowiedź?

Jak daleko od morza znajduje się Bydgoszcz dla mieszkańca Krosna? (częsta odpowiedź – dość blisko?); czy Rzeszów leży w Bieszczadach (dla mieszkańców Międzyzdrojów – całkiem blisko)

Na pewno nie raz czytaliście o takich właśnie przykładach rzeczywistych sprzecznych z intuicją. Na to nabierają się wszyscy, przy czym krytycznie myślący naukowcy tylko w niewiele mniejszym stopniu niż tzw. „szary obywatel”. To, co widoczne „tu i teraz” jest zawsze brane pod uwagę, wydaję się większe, a to, co „kiedyś i daleko” – z reguły jest pomijane, a rozmiary (i odległości) wydają się mniejsze.

Takie przykłady opowiada się w formie anegdot. Kiedy czytasz taki przykład „paradoksu” często uśmiechasz się, nieprawdaż? Ten uśmiech, pełen skrępowania jest skutkiem dysonansu poznawczego, napięcia pomiędzy tym, co się wydaje intuicyjnie prawdziwe a tym jak jest naprawdę.

Nie musimy odwoływać się do przykładów spektakularnych katastrof. Weźmy pod uwagę likwidację dużego zakładu pracy, niech to będzie deficytowa kopalnia lub huta. Traci pracę 1000 ludzi, ale załóżmy, że dzięki zastosowaniu dobrych polityk można utworzyć (powiedzmy, w ciągu roku) 1200 nowych miejsc pracy – rozproszonych w całym regionie. Czy skutek per saldo jest korzystny? Raczej tak. Ale wszyscy i tak będą mówili o tym jednym pojedynczym wydarzeniu, a nie o tysiącu drobnych; nikt nie będzie czytał tabelek excela – „to tylko statystyka”.

Przytoczony przypadek 9/11 jest jeszcze stosunkowo prosty, ale większość „skutków ubocznych” wielkich katastrof jest o wiele trudniejsza do nazwania i policzenia. I to dotyczy naszej aktualnej sytuacji. Ekonomiści, socjolodzy i spece od zdrowia publicznego mogą dawać dziesiątki przykładów: czy jako straty w ludziach spowodowane pandemią będziemy liczyć ewentualne samobójstwa właścicieli bankrutujących firm? Czy wchodzą w to skutki przemocy domowej lub nasilonej depresji spowodowane stłoczeniem ludzi tygodniami na małej powierzchni małych mieszkań? Jak będzie sumaryczne ilość ofiar innych chorób, nie wyleczonych w odpowiednim czasie i miejscu? Do ilu ludzi nie dojedzie na czas karetka, skierowana do przewożenia chorych na COVID-19? I kto, last but not least, będzie umiał lub chciał powiązać te wszystkie wydarzenia z pandemią koronawirusa?

To wszystko wiemy, spece od psychologii społecznej mówią nam to od dziesiątków lat: ludzie podejmują decyzje na podstawie emocji, a nie kalkulacji (te ostatnie są najczęściej robione ex post i są tylko uzasadnieniem). A liczenie i myślenie w kategoriach statystyki jest ostatnią rzeczą do której jest przystosowany ewolucyjnie nasz mózg: w paleogenie żyliśmy w małych grupach, wszystkie znajomości ograniczały się do kilkudziesięciu osób (o tym mówi tzw. liczba Dunbara), ilość wszystkich policzalnych zjawisk i rzeczy nie przekraczała kilkuset. A statystyka, to nauka o wielkich liczbach, więc statystyki tak naprawdę nigdy nie będziemy „czuć”. Byliśmy i jesteśmy jak dzieci.

I dlatego wydaje mi się („czuję”), że skutki uboczne pandemii oraz zastosowanych środków takich jak zamykanie działania państw i gospodarki na długie tygodnie, nigdy nie będą w pełni znane. A gdyby te pośrednie ofiary się miały okazać większa od liczby ofiar bezpośrednich, nikt nie będzie chciał tego przyjąć do wiadomości. I nigdy nie dowiemy się, czy gdyby skrócić okres trwania ograniczeń, skutki „collateral damages” nie zmniejszyły by się bardziej niż wzrost liczby chorych, którym zabrakło respiratorów. Starsze osoby umierające w szpitalach to ludzie, a tamci, to „tylko statystyka”.

27 wyświetlenia

© 2019 by Nasze Lasy